Dwa razy byłem w tym roku w Wiedniu. Dwukrotnie po kilka dni - na początku i na końcu lata. Można rzec: pobyty jak dla mnie tradycyjne. Ja i moja żona odwiedziliśmy tam kolejny raz naszego długoletniego znajomego. Tak więc w Wiedniu w minionych dwóch dekadach, podczas kolejnych wizyt, zwiedziłem wszystko, co wydało mi się interesujące lub co zalecane w turystycznych przewodnikach. Nawet kiedyś trafiłem do muzeum zabawek, przy Schulhof, i przekonałem się, że dzieci z bogatych rodzin w monarchii austro-węgierskiej i w przedwojennej Austrii miały wspaniałe zestawy do zabaw. Jeśli o chłopców chodzi, nie tylko jakieś metalowe samochodziki, małe samoloty i sterowce, ale na przykład mikromiasto do składania z różnych, odpowiednich elementów: makiety domów, modele pojazdów, ludziki, taśma udająca rzekę a na niej modele statków. Wspaniała sprawa: młody człowiek mógł zbudować sobie miniaturę otaczającego go świata. Nie u...
Blog Wiesława Królikowskiego dziennikarza