Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą franciszek walicki

O pieniądzach nikt nie myślał. Z rozmowy z Wojciechem Kordą.

Kolejne pożegnanie muzyka. Ostatnimi czasy za dużo tych pożegnań na zawsze. Za dużo. 21 października odszedł po długiej, ciężkiej chorobie Wojciech Korda, mający na zawsze swoje miejsce w historii polskiego rocka jako wokalista i frontman Niebiesko-Czarnych. Należał do najlepszych, najbardziej stylowych wokalistów rodzimego big beatu, największych odkryć Franciszka Walickiego. Walicki zaangażował go do prowadzonych przez siebie Niebiesko-Czarnych w 1964 roku, a po kilku latach, po odejściu Michaja Burano i Czesława Niemena,   Korda został jedynym wokalistą grupy. Miał istotny udział w „polonizowaniu” rock’n’rolla za pomocą kompromisowego big beatu, co przez kilka lat stanowiło idee fixe Walickiego, który – trzeba koniecznie przypomnieć - potem jednak potrafił też utorować drogę do kariery prawdziwie rockowemu Breakoutowi i awangardowemu SBB...

Drugi brzeg

Franciszek Walicki… Wiadomo: z jego barwnego, bogatego, przeszło 90-letniego życia (także z zaskakująco kontrastującymi ze sobą wątkami i nawet obejmującego służbę oficerską w marynarce wojennej), na pierwszy plan wysuwa się to, co sprawiło, iż stał się jedną z wyjątkowych postaci polskiej sceny muzycznej. Walicki – przypomnę już tylko z myślą o osobach dotąd omijających szerokim łukiem tematy popkulturowe - był najważniejszym animatorem rodzimej muzyki młodzieżowej w latach 50. i 60.