Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą led zeppelin

Coś w środku siedzi. Z rozmów z Piotrem Szkudelskim.

Ładny marcowy dzień, rok 2002. Spotkaliśmy się w jednej z warszawskich kawiarni, ściślej:   we wtedy jeszcze istniejącym   lokalu Nowy Świat, na rogu tej ulicy i Świętokrzyskiej. Wszedł w motocyklowym, skórzanym stroju, z kaskiem pod pachą. Temat „na otwarcie” nasunął się więc niejako sam. Nie mam samochodu, ale ma pięć motocykli – zwierzył się. Ten, którym przyjechałem jest najnowszy, Honda CBR 1100 XX Super Blackbird, sportowo-turystyczny, rok produkcji 99, pioruńsko mocny. Mam go dwa lata... Zapytałem, co sądzi o tych, którzy nazywają ludzi   dosiadających takich stalowych rumaków „dawcami organów”. Roześmiał się i następująco skomentował: Trzeba mieć głowę na karku. Nie wsiadać na bani, ani nawet na kacu . Był to mój pierwszy wywiad z nim, a znaliśmy się już sporo lat z widzenia, na zasadzie „Cześć!” przy różnych koncertowych okazjach.

Jest w moim filmie sobą. Rozmowa z Mariuszem Wilczyńskim

Poznaliśmy się u Tadeusza Nalepy. Odwiedził Tadeusza w jego kawalerce na warszawskim  Żoliborzu, gdy akurat nagrywałem z Nalepą kolejny fragment mojego wywiadu-rzeki, który stał się główną częścią książki Breakout absolutnie . Od razu zorientowałem się, że znają się świetnie, zrobił na mnie wrażenie fana Nalepy, a wyglądał niczym muzyk z jego zespołu. Gdy w 2007 roku, po śmierci Tadeusza, przygotowywałem drugie, poszerzone wydanie Breakout absolutnie , Mariusz Wilczyński, bo to o niego chodzi, był już autorem projektu graficznego albumu Nalepy Najstarszy zawód świata i zrealizował  teledysk do utworu Dlatego głupku jesteś sam , promującego to wydawnictwo. A przede wszystkim ten absolwent łódzkiej ASP, malarz i performer, zdążył zdobyć międzynarodowy rozgłos jako autor filmów animowanych, mający własny styl i wprowadzający nowe środki wyrazu. Twórcza wena i dobra passa nie opuściły Wilczyńskiego do tej pory. Ale w krótkim dodatku, który zamyka niedawny dodruk trzeciego, poszer...

Prawie trzysta złotych

Co się dzieje? Niedawno w dziale płytowym jednej z dużych sieci handlowych – nazwę ją „M” - kupiłem znajomemu w prezencie winyl Led Zeppelin III i zapłaciłem 59, 90 zł. W takiej samej cenie były inne czarne płyty Zeppelinów – Coda i In Through The Out Door . W tym samym stołecznym centrum handlowym, w sklepie innej sieci, powiedzmy „E”, zazwyczaj mającej trochę wyższe ceny, jeśli chodzi o fonograficzne dobra, zobaczyłem ten sam longplay, lecz już dramatycznie droższy, za 169,90. Natomiast wydanie dwupłytowe, z dodanym longplayem z ciekawostkami z sesji, było za 250 zł (minus ów „obowiązkowy” grosz, gwarantujący dezorientujące dziewiątki na końcu ceny) .

Zeppelinowe zagadki

Czego w tym necie nie ma! Szukaj uparcie, a znajdziesz przedziwne, interesujące rzeczy dla płytomaniaków… Jakiś czas temu pisałem na moim blogu o nietypowych, zmienionych – i to w legalnych wydaniach   – okładkach klasycznych albumów rockowych, koncentrując się na Led Zeppelin. Pisałem o zaskakujących kopertach tureckiego Led Zeppelin II i południowokoreańskiego Houses Of The Holy . Wracam teraz do zeppelinowo-okładkowego tematu, bo ostatnio ku mojemu zdumieniu odkryłem w sieci, że w Indiach pierwsze wydanie Led Zeppelin IV miało zupełnie inny projekt graficzny niż ten, który wszyscy tak dobrze znamy.

Dziwny Zeppelin

Internet ma mnóstwo zalet i mnóstwo wad. Jasne. Gdy ktoś zainteresowany jest płytami, do zalet   należy też i taka: można poznać alternatywne wersje okładek klasycznych albumów rockowych. Tych, które już od wielu lat mocno wpisane są w ikonografię popkultury (czy nawet stały się jednymi z jej bardzo charakterystycznych i niewątpliwie artystycznych przykładów).

Płytoteka Czesława Niemena. Część druga

Trwało nasze wyjątkowe spotkanie. Czesław Niemen sięgnął po kolejny longplay i kontynuował swoją opowieść o ważnych dla niego płytach.   Po królach muzyki soul, nadszedł czas na jej królową. Na Arethę Franklin. Przypadkowo gdzieś kupiłem   jej małą płytę z „Don’t Cry Baby” i byłem pod wielkim wrażeniem - zaczął . Później nawet zrobiłem swoją wersję , którą śpiewałem na koncertach. (Wtrąciłem, że miałem okazję usłyszeć najbardziej niezwykłą, oprawioną we free jazz rodzimej czołówki jazzowej,   wersję tego utworu, którą zaproponował podczas Jazz Jamboree 70. Niestety, nie podjął tego tematu…).   Jej albumy zacząłem kupować od „I Never Loved The Man (The Way I Love You)”. Bardzo spodobało mi się, że nagrała tu „Respect” Otisa Reddinga. Była niesamowitą wokalistką: emocje i precyzja frazowania… I właściwie taka pozostała do tej pory. Tak mówił mi w 2002 roku. Aretha Frankin młodsza od niego o 3 lata, przeżyła go o lat 14.   A wtedy, podczas naszej rozmowy o płytac...

Spotkania z Romualdem Lipko. Część druga

1.POCIĄGA NAS FORMA ORATORIUM  Pierwszy raz rozmawiałem z Romualdem Lipko w październiku 1974 roku, po pierwszym koncercie Budki Suflera w warszawskiej Stodole. Zespół zawitał tam w podstawowym składzie poszerzonym o Marka Stefankiewicza, który grał na dziwnie brzmiącym, podrasowanym pianinie (była to już Budka z zadziorną gitarą Andrzeja Ziółkowskiego w całej krasie i jeszcze z bębnami Zbigniewa Zielińskiego). Budkę wspierały też dwie „grupy przyjaciół”: żeński chórek i sekcja instrumentów smyczkowych.

Równie ważne

1. To była późna wiosna 1971 roku. Słoneczny dzień za oknem, ja w liceum (byłem wtedy uczniem trzeciej klasy). Okazało się, że nie odbędzie się któraś z lekcji i jeden z kolegów wykorzystał okazję, włączył magnetofon, bo chciał się pochwalić nowymi nagraniami (mieszkał bardzo blisko szkoły i przyniesienie swojego ZK-ileśtam nie było dla niego problemem). Wtedy właśnie usłyszałem coś dla mnie nowego, coś, co mnie zauroczyło. Mnie - już wtedy zafascynowanego rockiem, choć lubiącego również soul i jazz.

Bardzo do przodu

Czesław Nalepa. Gdy do niego zwróciłem się dwanaście lat temu, niedługo po śmierci Tadeusza, w telefonicznej   rozmowie opowiedział mi wiele o swoim starszym bracie. To, co wydało mi się najważniejsze,   trafiło w 2008 roku do drugiego, poszerzonego wydania mojej książki   o Tadeuszu Nalepie, Breakout absolutnie .

Kowbojskie buty i chicagowski akcent

Kamil Haidar, ostatnimi laty najbardziej znany ze swojego Lion Shepherd, opowiada mi na łamach   nowego, wrześniowego „Teraz Rocka”, w rubryce Przesłuchanie,   jak to natknął się na Roberta Planta w hotelu, przed jego występem w Dolinie Charlotty. I poprosił, aby ten złożył swój podpis na podsuniętym egzemplarzu Lullaby And…The Ceaseless Roar . Plant jednak udał, że nie usłyszał prośby i ruszył w stronę windy. Skończyło się tak, że   nasz muzyk dostał, i to w bardzo przyjemnej atmosferze, autografy członków grupy Planta, Sensational Space Shifters, których zaraz potem zobaczył w hotelowej restauracji…

Z moich wycinków prasowych: To samo wrażenie

W grudniu 1998 roku w rubryce amerykańskiego   miesięcznika „Guitar World”, zatytułowanej   „The hour of music that rocks my word” („Godzina muzyki, która kołysze moim światem”). pojawił się Ozzy Osbourne.

Atlantic i Polskie Nagrania

W PRL lat 70. zachodnie płyty nadal były drogim, trudno dostępnym rarytasem. Tylko najbardziej zagorzali (i najzasobniejsi lub najobrotniejsi) fani rocka korzystali z giełd płytowych, zresztą niezbyt licznych. Pewexy z powodu wywindowanych cen i wątłej, bałaganiarskiej oferty w interesującej nas dziedzinie prawie nic nie zmieniały… Ci, którzy mieli rodzinę lub znajomych w którymś z krajów za Łabą byli w uprzywilejowanej pozycji, o ile, oczywiście, ci krewni-znajomi rozumieli-wspierali ich płytową pasję… Przytłaczającej większość rockowych fanów pozostawało   nagrywanie anglosaskiego rocka z audycji Polskiego Radia, bądź przegrywanie z tych zagranicznych płyt, które akurat krążyły w koleżeńskim gronie. Państwowy monopolista fonograficzny, Polskie Nagrania, niestety prawie nie wydawał licencyjnych płyt z zagranicznym rockiem. A jeśli już, wybór pozycji i forma edycji były, oględnie mówiąc, dyskusyjne…

Bardzo korzystny

W brytyjskim tygodniku muzycznym „Melody Maker” -   w tamtych czasach bezdyskusyjnie opiniotwórczym - zawartość płyty spotkała się z pochlebną oceną. Recenzent, nawiązując do kojarzącej się ze statkiem powietrznym nazwy zespołu,   podsumował, że przebieg lotu wydaje się bardzo korzystny .

Nie żałowałem

Mam przyjemność redagować w „ Teraz Rock u” rubrykę „Przesłuchanie”. Znani rodzimi rockmani opowiadają tu o płytach, które najbardziej cenią, najmocniej pamiętają czy najchętniej wybierają w określonych okolicznościach – na przykład do posłuchania podczas podróży. W najnowszym, listopadowym numerze „Teraz Rocka” w mojej   rubryce gości Tomek Lipiński (tak, tak – współzałożyciel legendarnej Brygady Kryzys, szef jakże znaczącego i zmiennego Tiltu, a w ostatnich latach – solista z własnym zespołem).