Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą piotr szkudelski

Wielka potrzeba. Rozmowa z Maciejem Gołyźniakiem.

Ma swój styl, jeśli chodzi o sposób ubierania się. Ubiera się na czarno, do tego charakterystyczny kapelusz. Ale - co oczywiście ważniejsze - ma też swój muzyczny styl, nad którym pracuje z własnym zespołem. Potwierdzają to jego najnowsze nagrania, na tyle udane, że postanowiłem kolejny raz przeprowadzić z nim wywiad na mój blog. Maciej Gołyźniak jest świetnym rozmówcą, lubiącym poruszać rozmaite tematy, więc po nagraniu wywiadu rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. A to o skomplikowanym fenomenie Bitches Brew Milesa Davisa, a to o kolekcjonowaniu płyt, a to o moim wywiadzie sprzed lat z Tomaszem Stańko, który go zainteresował, a także - o jego ostatnich książkowych lekturach. Polecił mi Spatif. Upajający pozór wolności, Aleksandry Szarłat i to tak przekonująco, że na pewno z tej rady skorzystam.

Coś w środku siedzi. Z rozmów z Piotrem Szkudelskim.

Ładny marcowy dzień, rok 2002. Spotkaliśmy się w jednej z warszawskich kawiarni, ściślej:   we wtedy jeszcze istniejącym   lokalu Nowy Świat, na rogu tej ulicy i Świętokrzyskiej. Wszedł w motocyklowym, skórzanym stroju, z kaskiem pod pachą. Temat „na otwarcie” nasunął się więc niejako sam. Nie mam samochodu, ale ma pięć motocykli – zwierzył się. Ten, którym przyjechałem jest najnowszy, Honda CBR 1100 XX Super Blackbird, sportowo-turystyczny, rok produkcji 99, pioruńsko mocny. Mam go dwa lata... Zapytałem, co sądzi o tych, którzy nazywają ludzi   dosiadających takich stalowych rumaków „dawcami organów”. Roześmiał się i następująco skomentował: Trzeba mieć głowę na karku. Nie wsiadać na bani, ani nawet na kacu . Był to mój pierwszy wywiad z nim, a znaliśmy się już sporo lat z widzenia, na zasadzie „Cześć!” przy różnych koncertowych okazjach.