Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą bob dylan

Strasznie mi to odpowiadało

Niebieska, lakierowana okładka, na niej tylko fantazyjne białe litery, układające się w napis „Bob Dylan”. Składankowy, licencyjny longplay Supraphonu z 1968 roku, który w czasach licealnych pożyczyłem od kolegi. Pożyczyłem, bo chciałem posłuchać jakiegoś przekroju repertuaru intrygującego artysty, który wszystkim kojarzył się z Blowin’ In The Wind . Koniec lat 70. Na prywatkach u znajomych wcześniej czy później ktoś musi puścić nagrania z j ego płyty, choć niesie ona uduchowione treści: Slow Train Coming. Lato 2008. Słoneczny dzień, siedzę w autokarze pędzącym francuską autostradą, za ileś tam godzin skończy się moja podróż z Paryża do Warszawy, na uszach mam słuchawki discmana. A w discmanie kupione w Virgin przy Polach Elizejskich remasterowane wydanie Blonde On Blonde .