Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą płyty winylowe

Chcę, żeby było szeroko. Rozmowa z Michałem Wilczyńskim

Mała firma fonograficzna, ale odgrywa na naszym rynku dużą rolę. Bez niej nie byłoby wielu interesujących nowych płyt i wielu reedycji.   Intrygująca nazwa – GAD Records – i intrygująca oferta, obejmująca muzykę różnych gatunków, często taką, o której istnieniu jakby zapomnieli inni krajowi wydawcy. W październiku rozmawiałem z założycielem i szefem GAD Records, Michałem Wilczyńskim.

Prawie trzysta złotych

Co się dzieje? Niedawno w dziale płytowym jednej z dużych sieci handlowych – nazwę ją „M” - kupiłem znajomemu w prezencie winyl Led Zeppelin III i zapłaciłem 59, 90 zł. W takiej samej cenie były inne czarne płyty Zeppelinów – Coda i In Through The Out Door . W tym samym stołecznym centrum handlowym, w sklepie innej sieci, powiedzmy „E”, zazwyczaj mającej trochę wyższe ceny, jeśli chodzi o fonograficzne dobra, zobaczyłem ten sam longplay, lecz już dramatycznie droższy, za 169,90. Natomiast wydanie dwupłytowe, z dodanym longplayem z ciekawostkami z sesji, było za 250 zł (minus ów „obowiązkowy” grosz, gwarantujący dezorientujące dziewiątki na końcu ceny) .

Płytoteka Czesława Niemena. Część pierwsza

  Wiele razy miałem okazję przeprowadzać z Nim wywiady. Wszystkie potem ukazały się drukiem. Ale nie mam złudzeń, że nawet jeśli chodzi o tak wyjątkowego Artystę, chyba tylko nieliczni, najbardziej oddani fani gotowi są poświęcić czas na wertowanie roczników czasopism w poszukiwaniu zapisów rozmów sprzed lat. Żyjemy w pośpiechu i… internetowo. Postanowiłem więc przypomnieć jeden z moich wywiadów z Czesławem Niemenem. Wywiad szczególny. Oto on w nieco przeredagowanej, wzbogaconej wersji. I w dwóch częściach. Druga pojawi się na blogu jutro.  

Nie tylko AC/DC

Kiedy byłem ostatnio w jednym z tych warszawskich antykwariatów płytowych, do których mam zwyczaj zaglądać, akurat pojawił się tam też pewien klient, wyglądający na dwadzieścia parę lat. Szukał jakiegoś albumu AC/DC, przeglądał winyle tej grupy, które były na półce. Zwróciłem na niego uwagę, bo w rozmowie z właścicielem antykwariatu trafnie i rzeczowo skomentował zawartość i walory płyty Dirty Deeds Done Dirt Cheap.

Berlin i płyty lata 2019

W Berlinie, na Kurfurstendamm czy na Alexanderplatz, widziałem mniej zgrabnych dziewczyn i o wiele mniej elektrycznych hulajnóg niż w centrum Warszawy. Ale może co urodziwsze miejscowe dziew częta wybrały się na wakacje, zaś atrakcyjne turystki wychodziły na miasto o innych porach niż ja? A co do hulajnóg: mają tu tablice rejestracyjne niczym motocykle i skutery, a także – słuszny! - zakaz jazdy po chodnikach. Inne zaskoczenie: pierwszy raz zdarzyło mi się, że kręcąc się po Berlinie trzy dni ani razu nie usłyszałem języka polskiego. Rodacy akurat preferowali inne miejsca? Ale żeby sprawa nie była taka prosta, chciałbym dodać, że w pociągu relacji Warszawa-Berlin, którym jechałem, było tradycyjnie ciasno.

39,99

Sytuacja, jakiej byłem ostatnio świadkiem w jednym z warszawskich centrów handlowych. Gość w średnim wieku właśnie wyszedł ze sklepu płytowego jednej z wielkich sieci handlowych. Po odejściu od bramki przystaje i najwyraźniej z zadowoleniem ogląda swój zakup: longplay. Ja też przed chwilą wyszedłem z   tego sklepu, sprawdzałem co nowego pojawiło się w winylach. Domyślam się więc, dlaczego facet może być tak zadowolony.

50 tysięcy

Pamiętam, jakie zdziwienie w rodzimej muzycznej branży wzbudził taki oto ruch firmy fonograficznej Polton. Debiutanckie płyty Closterkellera i Chłopców z Placu Broni wydała tylko na CD. To był rok 1990 i na całym świecie winyle od szeregu lat w odwrocie. Na świecie już w najlepsze trwała epoka nowego nośnika muzyki, srebrzystego dysku. Ale   u nas ten praktyczniejszy i świetnie brzmiący   fonograficzny wynalazek, gwarantujący za każdym razem tę samą jakość odtwarzania, wykluczający pojawianie się trzasków i szumów, przyjmował się opornie, był drogim luksusem. Fanom brakowało odtwarzaczy CD. W Polsce królowały kasety magnetofonowe, firmowe-legalne i, mające zdecydowaną przewagę na rynku, pirackie. I Polton najwyraźniej wychylił się trochę przedwcześnie, a przynajmniej tak można było sądzić…

Atlantic i Polskie Nagrania

W PRL lat 70. zachodnie płyty nadal były drogim, trudno dostępnym rarytasem. Tylko najbardziej zagorzali (i najzasobniejsi lub najobrotniejsi) fani rocka korzystali z giełd płytowych, zresztą niezbyt licznych. Pewexy z powodu wywindowanych cen i wątłej, bałaganiarskiej oferty w interesującej nas dziedzinie prawie nic nie zmieniały… Ci, którzy mieli rodzinę lub znajomych w którymś z krajów za Łabą byli w uprzywilejowanej pozycji, o ile, oczywiście, ci krewni-znajomi rozumieli-wspierali ich płytową pasję… Przytłaczającej większość rockowych fanów pozostawało   nagrywanie anglosaskiego rocka z audycji Polskiego Radia, bądź przegrywanie z tych zagranicznych płyt, które akurat krążyły w koleżeńskim gronie. Państwowy monopolista fonograficzny, Polskie Nagrania, niestety prawie nie wydawał licencyjnych płyt z zagranicznym rockiem. A jeśli już, wybór pozycji i forma edycji były, oględnie mówiąc, dyskusyjne…