Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą teraz rock

Janusz Grudziński: Tak Go zapamiętałem

Powiedział mi kiedyś, że wydałby ostatnie pieniądze na ratowanie czyjegoś życia. Jego życia już niestety nie da się uratować. Odszedł 2 października i nigdy już nie zobaczymy go przy klawiaturze, nie usłyszymy jego nowych kompozycji. Janusz Grudziński...

Ojcowie „Tylko/Teraz Rocka”

We wrześniu minęło 31 lat istnienia „Tylko/Teraz Rocka”. Cieszy mnie, że pismo trzyma poziom, zachowuje swój charakter mimo zmian w gronie autorów. Jest ciekawe. Także ucieszyła mnie informacja, że od kilku miesięcy tytuł ma dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jest to jakiś dowód, że coraz dalej jesteśmy od czasów, gdy rock odgórnie traktowany był jako „muzyka niepoważna”. No i na trudnym prasowym rynku ułatwi to sytuację pisma, można być pewnym, że dotrwa do jubileuszu czterdziestolecia. Jednak chciałbym się skupić na innym temacie, związanym z miesięcznikiem.     

Coś niesamowitego. Rozmowa z Robertem Szymańskim.

Z Robertem Szymańskim znam się już bardzo długo. Jako redagujący dział polski „Tylko/Teraz Rocka”, kiedyś namówiłem go do pisania dla miesięcznika.   Przez szereg lat należał do grona muzyków-felietonistów pisma.  A z myślą o moim blogu, z  szefem Sexbomby, charyzmatycznym frontmanem, wokalistą, autorem tekstów i współautorem muzyki tej grupy o potężnym dorobku, rozmawiałem w połowie kwietnia. Zasadniczo powodem było ukazanie się okolicznościowego albumu  Sexbomby, na jej 35-lecie,  XXXV, którego jeden z dwóch dysków może zaskakiwać zawartością. Niezła gratka.  Ale zaczęliśmy tę rozmowę od innego aktualnego tematu…

Boskie Buenos

Po raz pierwszy rozmawiałem z Korą w październiku 1978 roku, po świetnym, intrygującym koncercie Maanamu w galerii warszawskiego Teatru Studio. Wtedy jeszcze – koncercie akustycznym składu Jackowski-Kora-Porter. Ale już było krzyczane-szeptane Stoję, stoję, stoję… Kora już zaczynała być tą niesamowitą wokalistką, jej spółka autorska z Markiem Jackowskim już startowała…  

Recorded…

Oczywiście był ważny powód, dlaczego na okładce czerwcowego numeru „Teraz Rocka” pojawił się Carlos Santana. W tym miesiącu miał wystąpić w Polsce (a tak na marginesie: całkiem sporo już tych muzycznych wizyt Santany i jego zespołu było w naszym kraju, wszystkie udane, pierwsza w 1994 roku, na Torwarze).

Za mało

Zawsze, gdy Robert Brylewski   dorzucił coś istotnego do swych rockowych dokonań, znajdowało to odzwierciedlenie na łamach naszego pisma. I w czasach „Tylko Rocka”, i „Teraz Rocka” kibicowaliśmy mu, bo jako artysta nie obniżał lotów, mimo różnych życiowych perturbacji. Był   jednym z tych, którzy torowali w Polsce drogę punk rockowi u schyłku lat 70. (i dość swoiście go pojmował). Był jednym z tych zawsze niezależnych artystów. Był jednym z tych, bez których po prostu trudno było sobie wyobrazić krajowy rock. Był jednym z jego bohaterów i jedną z jego ikon. Jedyny w swoim rodzaju gitarzysta-kompozytor, tekściarz, realizator nagrań.

Nawet lepsi

Na okładce Steven Wilson, bo w środku numeru mamy obszerny wywiad z tym neoprogrockowym mistrzem, autorstwa naszego współpracownika, Jacka Nizinkiewicza. Na koniec rozmowy Wilson chwali polską publiczność. Mówi: Wciąż chcę tu wracać. Włochy i Polska to moje dwa ulubione przystanki na mapie świata .  Steven Wilson lubi też   Marillion, a muzycy tej grupy cenią jego gust i producenckie kompetencje – niedawne wznowienie deluxe Brave zawiera także ów album w jego miksie. Już pozostanę przy Marillionie.

Coś ze mnie

Przyznam, że niemile zdziwiło mnie, gdy jeden z autorów polskiego „Metal Hammera” zaczął publikować bloki swych recenzji płytowych pod nagłówkiem Przesłuchanie. Akurat tak się składa, że ów nagłówek do prasy wprowadziłem już w pierwszym numerze „Tylko Rocka”, w 1991 roku. I pod tym nagłówkiem ukazywały się przez przeszło dekadę istnienia tego pisma, jak też ukazują się od 2004 roku na łamach „ Teraz Rocka ”, rezultaty moich rozmów z krajowymi muzykami rockowymi (choć był i Ray Manzarek). Rozmów o ważnych dla nich nagraniach i płytach (dodam, że zasadniczo tu chodzi o te zrealizowane przez innych artystów).

Cios

Byli już Muniek Staszczyk i Janusz Panasewicz. A teraz - Robert Gawliński.

Trzy zaproszenia

Nigdy nie myślałem, że będę miał okazje porozmawiać – i to ze trzy kwadranse - z ojcem Roberta „Litzy” Friedricha. Na dodatek: na rozmaite tematy,   od samochodów po sport.   Porozmawiać jak z dobrym znajomym , choć wcześniej   tego sympatycznego pana po siedemdziesiątce w ogóle   nie znałem. A działo się to 7 października,   na zapleczu poznańskiej hali Arena podczas LuxFestu.

Poprawnie sformułowane

W rubryce You Really Got Me, z nowego, październikowego „ Teraz Rocka ”, wystąpił Janusz Panasewicz. Rozmawiałem z nim o cudzych utworach, które wybrałem i puściłem mu (zgodnie z zasadami wspomnianej rubryki).

Kowbojskie buty i chicagowski akcent

Kamil Haidar, ostatnimi laty najbardziej znany ze swojego Lion Shepherd, opowiada mi na łamach   nowego, wrześniowego „Teraz Rocka”, w rubryce Przesłuchanie,   jak to natknął się na Roberta Planta w hotelu, przed jego występem w Dolinie Charlotty. I poprosił, aby ten złożył swój podpis na podsuniętym egzemplarzu Lullaby And…The Ceaseless Roar . Plant jednak udał, że nie usłyszał prośby i ruszył w stronę windy. Skończyło się tak, że   nasz muzyk dostał, i to w bardzo przyjemnej atmosferze, autografy członków grupy Planta, Sensational Space Shifters, których zaraz potem zobaczył w hotelowej restauracji…

Brytyjskie czy amerykańskie?

Z Jurkiem Rzewuskim, moim redakcyjnym kolegą z „Jazzu” i   z „Magazynu Muzycznego” (a także współpracownikiem z początków „Tylko Rocka”) rewelacyjnie rozmawiało mi się o rocku. Jurek nie tylko wyjątkowo dużo wiedział na ten temat, nie tylko przodował w rodzimej branży dziennikarskiej, jeśli chodziło o znajomość bieżących rockowych nowinek ze świata (a było to przecież w czasach przedinternetowych…), lecz też fajnie „socjologizował”, nie zapominając przy tym nigdy o muzyce,   miał swoje ciekawe teorie na temat niektórych rockowych zjawisk, jak też - artystycznego rozwoju znaczących zespołów.

Akurat to miałem w domu

31 marca miałem wieczór autorski w Tomaszowie Mazowieckim, z moją książką Tadeusz Nalepa. Breakout absolutnie . Impreza   odbyła się z inicjatywy Krzysztofa Jochana, wielkiego fana Tadeusza Nalepy (i w ogóle fana polskiego rocka sprzed lat), prowadzącego w swoim domu fotograficzno-muzyczno-wspominkową Galerię Na Wsi Niebrów . Spotkanie miało miejsce w tomaszowskim Miejskim Centrum Kultury, którego pracownicy pod wodzą pani dyrektor Anny Zwardoń,   zadziałali   wspaniale (pomogła też Miejska Biblioteka Publiczna).

Nie sądziłem...

W drugiej połowie marca byłem na spotkaniu z Adamem Nergalem Darskim i Johnem Porterem, zorganizowanym   w warszawskim Studiu   U22. Spotkanie odbyło się w związku z polską premierą albumu Songs Of Love And Death , który obaj wspólnie przygotowali i nagrali pod szyldem Me And That Man. Tę udaną propozycję Nergala i Portera – odtworzoną   tego wieczoru dla osób mniej lub bardziej z „branży” na bardzo dobrej aparaturze w klubie przy Alejach Ujazdowskich - może też poznać i docenić rockowa Europa .

Za krótko

Jedną z imprez towarzyszących festiwalowi Opole ’71 był recital Czesława Niemena i jego zespołu. W trakcie tego koncertu przedstawiciel Polskich Nagrań wręczył Niemenowi Złotą Płytę za longplay Niemen Enigmatic . Po burzliwych oklaskach publiczność zaczęła śpiewać artyście Sto lat!

Ostatnie pytanie

Mój znajomy, wiele ode mnie młodszy, rocznik 1980, ale świetnie zorientowany w muzyce rockowej i jej historii, ostatnio przyznał mi się, że nigdy nie słuchał Arthura Browna. Stało się to wtedy, gdy zobaczył u mnie, leżącą obok odtwarzacza, płytę   tego brytyjskiego wokalisty. A konkretnie: The Crazy World Of Arthur Brown, gdzie muzyk zabłysnął   swą demoniczną wersją soulowo podbarwionej   rockowej psychodelii.

O chłopcach i o riffach

Jak sądzę, wszyscy czujni fani Metalliki już obejrzeli to w necie.   Tuż przed premierą nowego albumu, Hardwired… To Self-Destruct , muzycy pojawili się w słynnym amerykańskim telewizyjnym show Jimmy’ego Fallona i wspomagani przez zespół przygrywający mu do programu, wykonali na dziecięcych instrumentach własny, dobry, stary hit Enter Sandman . Ale… chciałbym tu coś dodać.

Walker i Ozzy

Pod koniec lat 70., – jako jeden z etatowych pracowników miesięcznika „Jazz. Magazyn Muzyczny” – w ówczesnych, nadal dość siermiężnych   warunkach PRL-u byłem w o tyle szczęśliwej sytuacji, że miałem dostęp do takich informacji ze świata, które ciekawiły mnie wyjątkowo. Otóż redakcja miała załatwioną prenumeratę anglosaskiej prasy muzycznej. Do „Jazzu” regularnie docierał brytyjski tygodnik „Melody Maker”, dzięki czemu byliśmy właściwie na bieżąco, jeśli chodzi o to, co działo się w anglosaskim   rocku. Pamiętam, jesienią 1978 roku zwrócił moją uwagę anons reklamowy nowego albumu Black Sabbath, Never Say Die! . 

Nie żałowałem

Mam przyjemność redagować w „ Teraz Rock u” rubrykę „Przesłuchanie”. Znani rodzimi rockmani opowiadają tu o płytach, które najbardziej cenią, najmocniej pamiętają czy najchętniej wybierają w określonych okolicznościach – na przykład do posłuchania podczas podróży. W najnowszym, listopadowym numerze „Teraz Rocka” w mojej   rubryce gości Tomek Lipiński (tak, tak – współzałożyciel legendarnej Brygady Kryzys, szef jakże znaczącego i zmiennego Tiltu, a w ostatnich latach – solista z własnym zespołem).