Przejdź do głównej zawartości

Posty

Berlin i płyty lata 2019

W Berlinie, na Kurfurstendamm czy na Alexanderplatz, widziałem mniej zgrabnych dziewczyn i o wiele mniej elektrycznych hulajnóg niż w centrum Warszawy. Ale może co urodziwsze miejscowe dziew częta wybrały się na wakacje, zaś atrakcyjne turystki wychodziły na miasto o innych porach niż ja? A co do hulajnóg: mają tu tablice rejestracyjne niczym motocykle i skutery, a także – słuszny! - zakaz jazdy po chodnikach. Inne zaskoczenie: pierwszy raz zdarzyło mi się, że kręcąc się po Berlinie trzy dni ani razu nie usłyszałem języka polskiego. Rodacy akurat preferowali inne miejsca? Ale żeby sprawa nie była taka prosta, chciałbym dodać, że w pociągu relacji Warszawa-Berlin, którym jechałem, było tradycyjnie ciasno.

Równie ważne

1. To była późna wiosna 1971 roku. Słoneczny dzień za oknem, ja w liceum (byłem wtedy uczniem trzeciej klasy). Okazało się, że nie odbędzie się któraś z lekcji i jeden z kolegów wykorzystał okazję, włączył magnetofon, bo chciał się pochwalić nowymi nagraniami (mieszkał bardzo blisko szkoły i przyniesienie swojego ZK-ileśtam nie było dla niego problemem). Wtedy właśnie usłyszałem coś dla mnie nowego, coś, co mnie zauroczyło. Mnie - już wtedy zafascynowanego rockiem, choć lubiącego również soul i jazz.

Nie jestem fałszywy. Rozmowa z Andrzejem Nowakiem

Gdy przeprowadzałem rozmowy o Tadeuszu Nalepie do mojej książki Tadeusz. Nalepa, Breakout absolutnie, wiedziałem, że wśród rozmówców musi być Andrzej Nowak. Z powodzeniem współpracował on z naszym rockowym klasykiem, koncertował i nagrywał. Byłem też pewien, jako dziennikarz znający już wcześniej Andrzeja, że opowie ciekawie i szczerze o swoich muzycznych doświadczeniach z Tadeuszem. I   nie pomyliłem się. Gdy w połowie tego miesiąca przeczytałem w internecie – sygnowaną przez trzech muzyków - zapowiedź działalności TSA w nowym składzie personalnym , bez Andrzeja Nowaka, założyciela, gitarzysty i kompozytora szeregu klasycznych utworów TSA , też wiedziałem, że muszę z nim porozmawiać. Już kiedyś,   trzydzieści kilka lat temu faktycznie odszedł z zespołu na jakiś czas, ale teraz coś mi się tu nie zgadzało. I tak odbyliśmy dłuższą rozmowę, zresztą nie tylko o TSA. Jej wierny zapis, autoryzowany przez Andrzeja, poniżej.   

Wychodzę na proroka. Rozmowa z Krzysztofem Cugowskim

Pewnie wszyscy doskonale pamiętamy. Rok 2014 upłynął pod znakiem pożegnania Budki Suflera z publicznością. Hucznego, koncertowego, z co najmniej kilku niezapomnianymi występami, z najbardziej mogącym cieszyć rockowe ucho tym z Przystanku Woodstock, zresztą utrwalonym na albumie DVD/CD. Rok 2014 był ostatnim rokiem działalności zespołu, po 40 latach regularnej aktywności. Był, ale… kilka dni temu temat Budki wypłynął w zaskakującym kontekście: powrotu. Z inicjatywy dwóch spośród trzech najważniejszych Budkowych weteranów: Romualda Lipki i Tomasza Zeliszewskiego. Zapowiedzieli jesienną trasę koncertową, z okazji 45-lecia zespołu, uatrakcyjnioną udziałem Felicjana Andrzejczaka, Izabeli Trojanowskiej i Urszuli. Krótko skomentował to w mediach Budkowy „ten trzeci” (a dla wielu „ten pierwszy”), Krzysztof Cugowski, który odmówił udziału we wspomnianym przedsięwzięciu. Wczoraj Krzysztof zgodził się porozmawiać ze mną o zaistniałej sytuacji. Dodam, że nie było to jedynym tematem naszej rozmow...

Bardzo do przodu

Czesław Nalepa. Gdy do niego zwróciłem się dwanaście lat temu, niedługo po śmierci Tadeusza, w telefonicznej   rozmowie opowiedział mi wiele o swoim starszym bracie. To, co wydało mi się najważniejsze,   trafiło w 2008 roku do drugiego, poszerzonego wydania mojej książki   o Tadeuszu Nalepie, Breakout absolutnie .

Przy Mariahilfer Strasse

Ostatnio spędziłem kilka dni u znajomych w Wiedniu – jak to zdarza mi się co roku. Od razu przyznam się, że nadrobiłem pewną turystyczną zaległość i odwiedziłem Therme Wien,   kompleks basenów spod znaku „spa” (każdemu polecam). Oczywiście zajrzałem też do wiedeńskich sklepów płytowych (ciągle mam sentyment do takiego kontaktu z muzyczną ofertą, mimo coraz bardziej internetowych czasów w tego rodzaju handlu). Ale już antykwariaty muzyczne sobie odpuściłem, bo w czasie poprzednich wizyt nad Dunajem przekonałem się, że nie mam tam co liczyć na jakieś fajne okazje. Najwyraźniej nastawione są na specyficznego snoba lub słabo zorientowaną klientelę.

Inaczej

Podejrzewam, że dla części publiczności, która wypełniła Torwar, najbardziej oczekiwanym fragmentem koncertu był ten w wykonaniu rodzinnego duetu. Czesław Niemen śpiewał Dziwny jest ten świat z ekranu nad sceną, żyjąc w archiwalnym materiale z Opola 79. A córka – śpiewała z estrady, interpretując ten ponadczasowy utwór przejmująco osobiście i w odpowiednim klimacie. Na pewno był to wyjątkowy fragment wyjątkowego wieczoru.