Przejdź do głównej zawartości

Posty

Inaczej

Podejrzewam, że dla części publiczności, która wypełniła Torwar, najbardziej oczekiwanym fragmentem koncertu był ten w wykonaniu rodzinnego duetu. Czesław Niemen śpiewał Dziwny jest ten świat z ekranu nad sceną, żyjąc w archiwalnym materiale z Opola 79. A córka – śpiewała z estrady, interpretując ten ponadczasowy utwór przejmująco osobiście i w odpowiednim klimacie. Na pewno był to wyjątkowy fragment wyjątkowego wieczoru.

Nowa jakość

Do sięgnięcia po lutowy numer miesięcznika „Pani” skusiły mnie dwa wywiady. Z Edytą Bartosiewicz i z Wojciechem Waglewskim. Oba przeczytałem z zainteresowaniem. Nie tylko z powodu wyjątkowej pozycji Bartosiewicz i Waglewskiego w nurcie polskiego rocka.

Płyty 2018 roku

Styczeń, czyli w mediach pojawiły się podsumowania minionego roku. W tym także – muzycznego 2018   roku.   Szczególnie interesują mnie te, dotyczące najlepszych płyt. Jest okazja, aby sprawdzić, czy nie przeoczyło się jakiegoś ciekawego, udanego albumu. Jest też okazja, aby powrócić do płyt, które nie wydały   się godne uwagi przy pierwszym słuchaniu, ale wychodzi na to, że jednak są cenione z przekonujących powodów.   Tu od razu się przyznam, że zapoznanie się z wynikami szeregu rankingów, opublikowanych przez opiniotwórcze tytuły, tym razem   nie spowodowało jakichś zmian w czołówce płyt minionego roku, która sobie wytypowałem.       A jeśli ktoś zapytałby o moją dziesiątkę rockowych albumów   2018 roku, odpowiedziałbym:

Podwójne pudełko

Czy krajowi fani rocka jeszcze to pamiętają? Chodzi mi o fanów, którzy u schyłku lat 80. zetknęli się z amerykańskimi wydaniami CD, w oryginalnych opakowaniach.   Były to czasy, gdy do Polski docierały amerykańskie kompakty (jeszcze rynek nie był u nas kontrolowany przez polskie oddziały światowych fonograficznych koncernów i zapełniony ich   produkcją „na Europę”…). No i można było u nas trafić na CD ze Stanów Zjednoczonych, a te wówczas pojawiały się opakowane… podwójnie.

Boskie Buenos

Po raz pierwszy rozmawiałem z Korą w październiku 1978 roku, po świetnym, intrygującym koncercie Maanamu w galerii warszawskiego Teatru Studio. Wtedy jeszcze – koncercie akustycznym składu Jackowski-Kora-Porter. Ale już było krzyczane-szeptane Stoję, stoję, stoję… Kora już zaczynała być tą niesamowitą wokalistką, jej spółka autorska z Markiem Jackowskim już startowała…  

Recorded…

Oczywiście był ważny powód, dlaczego na okładce czerwcowego numeru „Teraz Rocka” pojawił się Carlos Santana. W tym miesiącu miał wystąpić w Polsce (a tak na marginesie: całkiem sporo już tych muzycznych wizyt Santany i jego zespołu było w naszym kraju, wszystkie udane, pierwsza w 1994 roku, na Torwarze).

Za mało

Zawsze, gdy Robert Brylewski   dorzucił coś istotnego do swych rockowych dokonań, znajdowało to odzwierciedlenie na łamach naszego pisma. I w czasach „Tylko Rocka”, i „Teraz Rocka” kibicowaliśmy mu, bo jako artysta nie obniżał lotów, mimo różnych życiowych perturbacji. Był   jednym z tych, którzy torowali w Polsce drogę punk rockowi u schyłku lat 70. (i dość swoiście go pojmował). Był jednym z tych zawsze niezależnych artystów. Był jednym z tych, bez których po prostu trudno było sobie wyobrazić krajowy rock. Był jednym z jego bohaterów i jedną z jego ikon. Jedyny w swoim rodzaju gitarzysta-kompozytor, tekściarz, realizator nagrań.